Wyciągnąłem rękę i ująłem go za rękę, jego ogromną, pokrytą bliznami dłoń, zdolną zgiąć żelazo, a moją trzymającą się, jakby była ze szkła. „Widzisz mnie, Josiah?”
„Tak, widzę was wszystkich. Jesteście najpiękniejszymi ludźmi, jakich kiedykolwiek spotkałem.”
Słowa wyszły mi z ust, zanim zdążyłam je powstrzymać. „Chyba się w tobie zakochuję”.
Cisza, która zapadła, była ogłuszająca. Niebezpieczne słowa. Niemożliwe słowa. Biała kobieta i czarny mężczyzna zniewoleni w Wirginii w 1856 roku. W społeczeństwie nie było miejsca na to, co czułem.
„Ellaner” – powiedział ostrożnie. „Nie możesz. My nie możemy. Gdyby ktokolwiek wiedział, to by…”
„Czego by chcieli? Przecież już mieszkamy razem. Mój ojciec już mnie z tobą ożenił. Co za różnica, czy cię kocham?”
„Różnica tkwi w bezpieczeństwie. Twoim bezpieczeństwie. Moim bezpieczeństwie. Jeśli ludzie myślą, że ten układ jest podyktowany uczuciem, a nie obowiązkiem.”
„Nie obchodzi mnie, co myślą ludzie”. Pogłaskałam go po twarzy dłonią, wyciągając rękę, żeby go dotknąć. „Obchodzi mnie to, co czuję. I po raz pierwszy w życiu czuję miłość. Czuję, że ktoś mnie widzi. Naprawdę mnie widzi. Nie wózek inwalidzki. Nie niepełnosprawność. Nie ciężar. Widzisz Ellanar. A ja widzę Jozjasza. Nie niewolnika. Nie bydlaka. Mężczyznę, który czyta poezję, tworzy cuda z żelaza i traktuje mnie z większą życzliwością, niż jakikolwiek wolny człowiek kiedykolwiek zaznał”. Romans
„Gdyby twój ojciec wiedział.”
„Mój ojciec wszystko zaaranżował. On nas ze sobą połączył. Cokolwiek się stanie, to po części jego wina”. Pochyliłam się do przodu. „Josiah, rozumiem, jeśli nie czujesz tego samego. Rozumiem, że to skomplikowane i niebezpieczne. Może po prostu jestem samotna i zagubiona. Ale musiałam ci to powiedzieć”.
Milczał tak długo. Myślałam, że wszystko zepsułam. Potem: „Kochałam cię od naszej pierwszej prawdziwej rozmowy. Od kiedy zapytałaś mnie o Szekspira i naprawdę wysłuchałaś mojej odpowiedzi. Od kiedy traktowałaś mnie tak, jakby moje myśli miały znaczenie. Kochałam cię każdego dnia od tamtej pory, Elellanar. Nigdy nie myślałam, że to powiem”.
„Powiedz to teraz.”
"Kocham cię."
Pocałowaliśmy się. Mój pierwszy pocałunek w wieku 22 lat, z mężczyzną, który według społeczeństwa nie powinien był istnieć dla mnie, w bibliotece pełnej książek potępiających to, co robiliśmy. Było idealnie.
Ale w Wirginii w 1856 roku doskonałość nie trwała długo. Nie dla ludzi takich jak my.
Przez pięć miesięcy Josiah i ja żyliśmy w bańce skradzionego szczęścia. Byliśmy ostrożni, nigdy nie okazywaliśmy uczuć publicznie, zachowując pozory oddanego protegowanego i wyznaczonego opiekuna. Ale w życiu prywatnym byliśmy po prostu dwojgiem zakochanych ludzi.
Mój ojciec albo tego nie zauważył, albo wolał nie. Widział, że jestem szczęśliwsza, że Josiah jest uważny, że sytuacja się układa. Nie kwestionował czasu, który spędzaliśmy sami. Tego, jak Josiah na mnie patrzył, tego, jak się uśmiechałam w jego obecności.
W ciągu tych pięciu miesięcy zbudowaliśmy wspólne życie. Ja kontynuowałem naukę kowalstwa, tworząc coraz bardziej skomplikowane dzieła. On nadal czytał, pochłaniając książki z biblioteki. Rozmawialiśmy nieustannie o naszych marzeniach o świecie, w którym moglibyśmy być razem otwarcie, o niemożności spełnienia tych marzeń, o tym, jak odnaleźć radość w teraźniejszości pomimo niepewności przyszłości.
I tak, staliśmy się sobie bliscy. Nie będę wnikać w szczegóły tego, co dzieje się między dwojgiem zakochanych ludzi. Powiem jednak: Josiah podchodził do intymności fizycznej tak samo, jak do wszystkiego ze mną – z niezwykłą wrażliwością, dbając o moje dobre samopoczucie, z szacunkiem, który sprawiał, że czułam się kochana, a nie wykorzystywana.
Do października stworzyliśmy własny świat w niemożliwej przestrzeni, do której zmusiło nas społeczeństwo. Byliśmy szczęśliwi w sposób, jakiego żadne z nas nie mogło sobie wyobrazić.
Potem mój ojciec odkrył prawdę i wszystko się rozpadło.
15 grudnia 1856 roku. Josiah i ja byliśmy w bibliotece, zatopieni w sobie, całując się ze swobodą tych, którzy wierzą, że są sami. Nie słyszeliśmy kroków mojego ojca. Nie usłyszeliśmy, jak otwierają się drzwi.
„Ellellaner.” Jego głos był lodowaty.
Oderwaliśmy się od siebie gwałtownie. Winni. Obnażeni. Przerażeni. Ojciec stał w drzwiach, a jego wyraz twarzy był mieszaniną szoku, gniewu i czegoś jeszcze, czego nie potrafiłem do końca rozszyfrować.
„Ojcze, mogę to wyjaśnić.”
„Jesteś w nim zakochana”. Nie pytanie, lecz oskarżenie.
Jozjasz natychmiast uklęknął. „Panie, proszę. To moja wina. Nigdy nie powinienem był…”
„Cicho, Josiah”. Głos mojego ojca był niebezpiecznie spokojny. Spojrzał na mnie. „Ellellanar, czy to prawda? Czy kochasz tę niewolnicę?”
Mogłam skłamać. Mogłam twierdzić, że Josiah mnie zgwałcił, że byłam ofiarą. To by mnie uratowało, a Josiaha skazało na tortury i śmierć. Nie mogłam.
„Tak, kocham go, a on kocha mnie. I zanim mu zagrozisz, wiedz, że to uczucie jest odwzajemnione. To ja zainicjowałam nasz pierwszy pocałunek. To ja szukałam tego związku. Jeśli musisz kogoś ukarać, ukaraj mnie”.
Twarz mojego ojca wyrażała serię emocji: gniew, niedowierzanie, konsternację. W końcu: „Josiahu, idź natychmiast do swojego pokoju. Nie wychodź, dopóki po ciebie nie wezwę”.
"Pan-"
"Teraz."
Josiah wyszedł, rzucając mi ostatnie, pełne cierpienia spojrzenie. Drzwi się zamknęły, zostawiając mnie samą z ojcem. Co stało się potem? Słowa ojca w gabinecie zmieniły wszystko, ale nie tak, jak się spodziewałam.
„Czy rozumiesz, co zrobiłeś?” – zapytał mój ojciec cicho.
„Zakochałam się w dobrym mężczyźnie, który traktuje mnie z szacunkiem i życzliwością.”
„Zakochałeś się w majątku, niewolniku. Elellaner, gdyby to wyszło na jaw, byłbyś bezpowrotnie zrujnowany. Powiedzieliby, że jesteś szalony, pełen wad, perwersyjny”.
„Już mówią, że jestem problematyczną osobą i nie nadaję się do małżeństwa. Co za różnica?”
„Różnica tkwi w ochronie. Oddałem cię Jozjaszowi, żeby cię chronił, a nie… nie po to.”
„Więc nie powinieneś był nas ze sobą łączyć” – krzyczałam, a lata frustracji w końcu dały o sobie znać. „Nie powinieneś był wydawać mnie za mąż za kogoś inteligentnego, miłego i słodkiego, jeśli nie chciałeś, żebym się w nim zakochała”.
„Chciałam, żebyś był bezpieczny, a nie żebyś znalazł się w centrum skandalu”.
„Jestem bezpieczny. Bezpieczniejszy niż kiedykolwiek. Josiah wolałby umrzeć, niż pozwolić, żeby ktoś mnie skrzywdził”.
„A co się stanie, kiedy umrę? Kiedy spadek przejdzie na twojego kuzyna? Myślisz, że Robert pozwoli ci zostać niewolnikiem? Sprzeda Josiaha tego samego dnia, kiedy mnie pochują, i zamknie cię w jakimś zakładzie poprawczym”.
„Więc go uwolnijcie. Uwolnijcie Josiaha. Chodźmy. Pójdziemy na północ. Czy…”
„Północ to nie ziemia obiecana, Elellanar. Biała kobieta z czarnym mężczyzną, byłym niewolnikiem czy nie, będzie wszędzie spotykać się z uprzedzeniami. Myślisz, że teraz masz trudne życie? Spróbuj żyć jako para międzyrasowa”.
"Nie jestem zainteresowany."
„No cóż, tak. Jestem twoim ojcem i całe twoje życie poświęciłem na ochronę i nie pozwolę, żebyś znalazł się w sytuacji, która cię zniszczy”.
„Bycie bez Josiaha mnie zniszczy. Nie rozumiesz? Po raz pierwszy w życiu jestem szczęśliwa. Jestem kochana. Jestem doceniana za to, kim jestem, a nie za to, czego nie potrafię. A ty chcesz mi to wszystko odebrać, bo społeczeństwo mówi, że to złe”.
Mój ojciec opadł na krzesło, nagle wyglądając na swoje 56 lat. „Czego ode mnie chcesz, Ellanar? Pobłogosławić go? Przyjąć go?”
„Chcę, żebyś zrozumiał, że go kocham, że on kocha mnie i że bez względu na to, co zrobisz, to się nie zmieni”.
Na zewnątrz panowała między nami cisza. Grudniowy wiatr trząsł oknami. Gdzieś w domu Josiah czekał, by poznać swój los.
W końcu mój ojciec się odezwał, a to, co powiedział, zszokowało mnie bardziej niż cokolwiek, co wydarzyło się wcześniej. „Mógłbym go sprzedać” – powiedział cicho ojciec. „Wyślij go na Głębokie Południe. Upewnij się, że nigdy więcej go nie zobaczę”.
Krew mi zmroziła krew. „Ojcze, proszę…”
„Daj mi dokończyć”. Uniósł rękę. „Mógłbym to sprzedać. To byłoby dobre rozwiązanie. Rozdzielić was. Udawać, że nic się nie stało. Znaleźć cię gdzie indziej”.
„Proszę, nie rób tego.”
„Ale nie zrobię tego”. Iskierka nadziei błysnęła mi w piersi. „Ojcze?”
„Nie zrobię tego, bo obserwowałem cię przez ostatnie dziewięć miesięcy. Widziałem, że uśmiechasz się częściej w ciągu dziewięciu miesięcy z Josiahem niż przez poprzednie czternaście lat. Widziałem, jak stałeś się pewny siebie, kompetentny, szczęśliwy. I widziałem, jak patrzy na ciebie, jakbyś był najcenniejszą rzeczą na świecie”. Potarł twarz, nagle wyglądając staro. „Nie rozumiem tego. Nie podoba mi się to. To przeczy wszystkiemu, w co zostałem wychowany. Ale…” Zrobił pauzę. „Ale masz rację. To ja was połączyłem. To ja stworzyłem tę sytuację. Zaprzeczanie, że stworzycie prawdziwą więź, było naiwne”.
„Więc co mówisz?”
„Mówię, że potrzebuję czasu do namysłu, żeby znaleźć rozwiązanie, które nie pozostawi was obojga nieszczęśliwymi ani zniszczonymi”. Wstał. „Ale Elellanar, musisz zrozumieć. Jeśli ten związek będzie trwał, nie ma dla niego miejsca w Wirginii, na Południu, może nigdzie indziej. Jesteś gotowa stawić czoła tej rzeczywistości?”
„Jeśli to oznacza bycie z Josiahem, to tak.”
Powoli skinął głową. „W takim razie znajdę sposób. Jeszcze nie wiem, jaki, ale znajdę.”
Zostawił mnie w bibliotece, z bijącym sercem, z nadzieją i strachem ścierającymi się w środku. Josiah został wezwany godzinę później. Powiedziałem mu, co powiedział mój ojciec. Osunął się na krzesło, przytłoczony.
„On nie ma zamiaru mnie sprzedać. Nie ma zamiaru sprzedać ciebie. On nam pomoże.”
„Jak możemy Ci pomóc?”
„Powiedział, że spróbuje znaleźć rozwiązanie”.
Josiah przeczesał włosy dłońmi i zapłakał głębokim, drżącym szlochem ulgi i niedowierzania. Przytuliłam go najmocniej, jak potrafiłam, do wózka inwalidzkiego i trzymaliśmy się kruchej nadziei, że może jednak mój ojciec zdoła uczynić to, co niemożliwe, możliwym.
Ale nikt z nas nie mógł przewidzieć, co się stanie. Decyzja mojego ojca dwa miesiące później zmieniła nie tylko nasze życie, ale i całą historię.
Mój ojciec zastanawiał się przez dwa miesiące. Dwa miesiące, podczas których Josiah i ja żyliśmy w niepokojącej niepewności, oczekując na jego decyzję. Kontynuowaliśmy nasze codzienne zajęcia – pracę w kuźni, czytanie, rozmowy – ale wszystko wydawało się tymczasowe, zależne od rozwiązania, jakie miał na myśli mój ojciec.
Pod koniec lutego 1857 roku zaprosił nas oboje do swojego gabinetu.
„Podjąłem decyzję” – powiedział bez żadnych wstępów. Siedzieliśmy naprzeciwko siebie, ja na wózku inwalidzkim, Josiah na jednym z dwóch krzeseł, obaj trzymając się za ręce, mimo że sytuacja była nieodpowiednia.
„To nie ma szans zadziałać w Wirginii ani nigdzie indziej na Południu” – zaczął mój ojciec. „Społeczeństwo tego nie zaakceptuje. Prawo wyraźnie tego zabrania. Jeśli zatrzymam tu Josiaha, nawet jeśli ogłoszę go waszym obrońcą, podejrzenia wzrosną. Prędzej czy później ktoś to zbada i oboje będziecie zrujnowani”.
Krew mi zmroziła krew w żyłach. To wyglądało jak preludium do rozstania.
„Więc” – kontynuował – „oferuję ci alternatywę”. Spojrzał na Josiaha. „Josiah, zwolnię cię legalnie, formalnie, z dokumentami, które będą ważne w każdym sądzie na Północy”.
Nie mogłem oddychać.
„Elellaner, dam ci 50 000 dolarów, wystarczająco dużo, żebyś mogła zacząć nowe życie, a także zapewnię ci listy polecające do kontaktów abolicjonistów w Filadelfii, którzy pomogą ci się tam zadomowić”.
„Czy ty… czy ty go uwalniasz?”
„Tak. A co jeśli pojedziemy razem na północ?”
"TAK."
Jozjasz wydał z siebie dźwięk, coś w rodzaju szlochu, coś w rodzaju śmiechu. „Panie, nie mogę… nie mogę”.
„Możesz. I zrobisz to”. Głos mojego ojca był stanowczy, ale nie niemiły. „Josiah, chroniłeś moją córkę lepiej niż jakikolwiek biały mężczyzna. Uszczęśliwiłeś ją. Dałeś jej pewność siebie i umiejętności, które myślałem, że straciła na zawsze. W zamian daję ci wolność i kobietę, którą kochasz”.
„Ojcze” – wyszeptałam, a łzy spływały mi po twarzy. „Dziękuję”.
„Nie dziękuj mi jeszcze. Nie będzie łatwo. W Filadelfii są społeczności abolicjonistyczne, które cię przyjmą, ale i tak spotkasz się z uprzedzeniami. Elellanar, jako biała kobieta, żona czarnego mężczyzny… Tak, mężatka. Załatwię ci legalny ślub, zanim wyjedziesz. Wielu cię ostracyzmuje. Będziesz musiała stawić czoła trudnościom ekonomicznym, społecznym, a może nawet fizycznym. Jesteś pewna, że tego chcesz?”
„Bezpieczniej niż gdziekolwiek indziej, gdzie byłem.”
„Jozjasz.”