Uznano, że nie nadaje się do małżeństwa.

Mówili, że nigdy nie wyjdę za męża. W ciągu czterech lat dwunastu mężczyzno na mój wózek inwalidzki i odeszło. Ale to, co stało się później, zszokowało wszystkich, łącznie ze mną.

Nazywam się Elellanar Whitmore i to jest historia o tym, jak odrzuciło mnie społeczeństwo, a każda miłość tak potężną, że dotyczy całej całej historii.

Wirginia, 1856. 22 lat i odpowiedziałem, że to w kierunku zniszczonyy. Moje nogi były bezużyteczne od ósmego roku życia. Wypadek podczas jazdy konnej zmiażdżył mi kręgosłup i uwięził mnie w tym mahoniowym wózku inwalidzkim, który zamówił mój ojciec.

Ale oto, czego nikt nie jest zrozumiały. To nie wózek inwalidzki przystosowany mnie do małżeństwa. To, co na reprezentował. Ciężar. Kobieta, która nie może być z bezpłatnych świadczeń. Osobę, która, przypuszczalnie, nie może mieć dzieci, nie jest możliwa do spełnienia w domu, nie może spełnić żadnych innych okoliczności, jakie mogą wystąpić od żona z Południa.

 

Dwanaście oświadczynów zaaranżowanych przez mojego ojca. Dwanaście odrzuceń, każde brutalniejsze od sprawdzenia.

„Ona może nie pójść do ołtarza”. „Moje dzieci matki, która by je goniła”. „Jaki sens, skoro nie może mieć dzieci?” Ta ostatnia plotka, całkowita fałszywa, rozprzestrzeniła się lotem błyskawicy po społeczeństwie Wirginii. Lekarz zaczął spekulować na temat mojej płodności, nawet mnie nie badając. Nagle nie była tylko niepełnosprawna. przedstawił ułomna pod każdym względem, który miał znaczenie dla Ameryki w 1856 roku.

Kiedy William Foster, gruby, pijany pięćdziesięciolatek, odrzucił mnie, mimo że mój ojciec zaproponował mi jedną trzecią rocznych zysków z naszego majątku, znałem prawdę. Umrę w samotności.

Ale mój ojciec miał inne plany. Plany tak radykalne, tak szokujące, tak całkowicie odbiegające od wszelkich norm społecznych, że kiedy mi o nich powiedział, byłem pewien, że źle zrozumiałem.

„Powierzam cię Jozjaszowi” – ​​powiedział. „Kowalowi. On zostanie twoim mężem”.

Wpatrywałem się w mojego ojca, pułkownika Richarda Whitmore'a, właściciela 5000 akrów ziemi i 200 niewolników, pewien, że stracił rozum.

„Josiahu” – wyszeptałem. „Ojcze, Josiahu jest zniewolony”.

„Tak, wiem dokładnie, co robię.”

Nie wiedziałam, nikt nie mógł przewidzieć, że to desperackie rozwiązanie przerodzi się w największą historię miłosną, jakiej kiedykolwiek doświadczę.

Najpierw opowiem wam o Josiahu. Nazywali go brutalem. Miał siedem stóp i dziesięć cali wzrostu, jeśli nie pół cala. Ważył 136 kilogramów czystej muskulatury, owoc lat spędzonych w kuźni. Ręce, które mogły zginać żelazne pręty. Twarz, która sprawiała, że ​​nawet najwięksi mężczyźni cofali się, gdy wchodził do pokoju. Wszyscy się go bali. Zarówno niewolnicy, jak i wolni trzymali się od niego z daleka. Biali goście naszej plantacji gapili się na niego i szeptali: „Widzieliście, jaki jest wielki? Whitmore stworzył potwora w kuźni”.

Ale oto, czego nikt nie wiedział. Oto, czego ja miałem się dowiedzieć. Josiah był najżyczliwszym człowiekiem, jakiego kiedykolwiek spotkałem.

Ojciec wezwał mnie do swojego gabinetu w marcu 1856 roku, miesiąc po odmowie Fostera. Miesiąc po tym, jak przestałem wierzyć, że kiedykolwiek zmienię się sam.

„Żaden biały mężczyzna cię nie poślubi” – powiedziała bez ogródek. „Taka jest rzeczywistość. Ale potrzebujesz ochrony. Kiedy umrę, ten spadek przypadnie twojemu kuzynowi Robertowi. Sprzeda wszystko, da ci grosze i pozostawi cię u boku dalekich krewnych, którzy cię nie chcą”.